W październiku udało mi się spróbować mnóstwo nowych rzeczy. Jeśli jesteście ciekawi, które zostały moimi ulubieńcami to zapraszam ...


W październiku udało mi się spróbować mnóstwo nowych rzeczy. Jeśli jesteście ciekawi, które zostały moimi ulubieńcami to zapraszam do lektury.

Od zawsze byłam wielką miłośniczką słodyczy. Niestety większość słodkości, nawet tych wegańskich jest niezdrowa i pełna sztucznych skł...



Od zawsze byłam wielką miłośniczką słodyczy. Niestety większość słodkości, nawet tych wegańskich jest niezdrowa i pełna sztucznych składników. Dlatego ciągle szukam zdrowszej alternatywy, aby całkowicie nie rezygnować z moich ulubionych smaków. Na szczęście w dzisiejszych czasach mamy sporo sklepów stacjonarnych i internetowych, w których możemy zaopatrzyć się w zdrowe słodkie przekąski. Jednym z takich miejsc jest strona zdroweslodycze.pl. Znacie ten sklep internetowy? Jeśli nie to koniecznie nadróbcie zaległości, bo w ich ofercie znajdziecie wegańskie pyszności, które mają tzw "dobry skład". W asortymencie sklepu są m.in czekolady, batony, żelki czy ciastka. Dodatkowo, można też zakupić składniki do wyrobu swoich własnych zdrowych słodyczy. Jakiś czas temu otrzymałam od nich paczkę z wegańskimi produktami i w dzisiejszym wpisie podzielę się z Wami moimi wrażeniami. 








Pierwszym produktem, który Wam przedstawię są wegańskie żelki. Byłam wielką miłośniczką typowych żelkowych misiów, dlatego bardzo ucieszyłam się, że będę mogła spróbować ich w wegańskiej wersji. W przeciwieństwie do tradycyjnych żelków, w tych roślinnych nie znajdziecie żelatyny wieprzowej, tylko pektynę owocową. Nie zawierają też sztucznych barwników, za to mają w składzie wyciągi roślinne, które odpowiadają za ich kolor. Jeśli chodzi o smak to uważam że są przepyszne!  Są jednocześnie słodkie i lekko kwaśne, co dla mnie jest wielkim plusem. W porównaniu do tradycyjnych żelków są bardziej miękkie, ale taka konsystencja jak najbardziej mi odpowiada. Plusem jest też fakt, że większość składników tego produktu pochodzi z upraw ekologicznych. Bardzo przypadł mi do gustu ten produkt i na pewno jeszcze nie raz go kupię. :)





Kolejnym produktem są batony energetyczne firmy Dobra Kaloria. Bardzo dobrze znam te przekąski i jadłam już je kilka razy. Największym ich plusem jest to, że pozbawione są sztucznych dodatków, zapychaczy, słodzików czy utwardzanych olejów roślinnych. Są bardzo pyszną i zdrową przekąską idealną na zabicie lekkiego głodu między posiłkamiBatony są dostępne wielu miejscach w bardzo atrakcyjnej cenie. Na stronie zdroweslodycze.pl kosztują jedynie 2.19 zł, dlatego polecam od razu kupić więcej na zapas. 



Następny produkt to belgijskie trufle czekoladowe firmy Belvas. Zazwyczaj przekąski tego typu przygotowuję sama, dlatego byłam niezwykle ciekawa jak będą smakować te sklepowe. Muszę przyznać, że pozytywnie mnie zaskoczyły. Ich konsystencja jest bardzo ciekawa, bo w środku są dość miękkie, a na zewnątrz są obtoczone w chrupiących płatkach gorzkiej czekolady. Jeśli chodzi o smak to bardzo przypadły mi do gustu. Nie są za bardzo słodkie, ze względu na dużą zawartość kakao. Choć zazwyczaj wole słodsze trufle, to taki poziom słodkości pasował mi. Myślę, że takie czekoladki idealnie sprawdzą się na prezent. W przyszłości na pewno jeszcze nie jeden raz je kupie, szczególnie gdy nie będzie mi się chciało robić tych domowych.



Następnym produktem, który wybrałam ze strony zdrowesłodycze.pl był baton o smaku chlebka bananowego marki nakd. Wcześniej próbowałam kilku innych smaków batonów tej marki i zawsze mi smakowały. Uwielbiam wszystko o smaku bananowym, dlatego gdy tylko zobaczyłam tę przekąskę na stronie musiałam ją zamówić. W szczególności, że nie widziałam jej w żadnym innym sklepie. Już po rozpakowaniu opakowania poczułam delikatny i naturalny zapach banana. Po pierwszym kęsie od razu wiedziałam, że ten baton będzie moim ulubieńcem. Jest przepyszny! Banan jest bardzo wyczuwalny, dlatego ten baton będzie idealny dla miłośników tych owoców.




Następny produkt ze strony zdroweslodycze.pl również będzie idealny dla osób lubiących banany. A jeśli jeszcze uwielbiacie czekoladę, to będzie to dla Was przekąska idealna. Banany w czekoladzie 70% od firmy Cocoa są bardzo ciekawym produktem, z którym jeszcze nigdy się nie spotkałam, choć wcześniej znałam produkty tej firmy. Jednym z moich ulubionych jest ich już sławna biała czekolada z solą i pistacjami. W związku z tym byłam niezwykle ciekawa smaku tej przekąski. Suszone banany użyte w tym produkcie są miękkie i słodkie. Gorzka czekolada, którą są oblane idealnie równoważy te słodycz. Takie połączenie bardzo mi przypadło do gustu i na pewno jeszcze nie raz sięgnę po ten produkt.  



Teraz przechodzimy do typowo wegańskiego produktu, czyli czekolady mlecznej na bazie mleka ryżowego. Nigdy nie próbowałam, żadnych produktów tej firmy, dlatego byłam zaciekawiona czy ten produkt przypadanie mi do gustu,  szczególnie, że wcześniej próbowałam wiele roślinnych czekolad firmy Ichoc. W związku z tym miałam wysokie wymagania co do tego produktu. Na szczęście czekolada Vivani jak najbardziej je spełniła. Podobnie jak inne mleczne czekolady rozpływa się w ustach, wyraźnie czuć, że jest to czekolada mleczna.  Niczym nie odbiegała od tradycyjnych czekolad, które kiedyś jadłam. 



Kolejnym produktem są owocowe płatki z suszonych owoców o smaku truskawkowym. Nie wiem jak do końca określić ten produkt, ale jak sama nazwa wskazuje są to malutkie płatki zrobione z suszonego musu owocowego. Jeśli chodzi o smak to bardzo przypadły mi do gustu, bo są naturalnie słodkie, ale tez lekko kwaskowe. Są świetną samodzielną przekąską, ale można tez je dodać do owsianki czy jogurtu. Na pewno ten produkt jest wart spróbowania.




Żelki ośmiorniczki owocowe z truskwaką FRUIT BOWL


Następnym produktem od marki Fruit Bowl są żelki owocowe bez żelatyny. Uważam, że jest to bardzo ciekawy produkt, szczególnie dla dzieci. Żelki  w postaci rurek są złączone ze sobą tworząc coś na kształt batonika. Po rozłączeniu trzymają się z jednej strony przypominając ośmiornice. Jeśli chodzi o smak to wyraźnie czuć truskawkową nutę. Konsystencja jest lekko gumowa i żelkowata. Myślę, że taka przekąska idealnie sprawdzi się zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych. 







Na koniec zostawiłam produkt, który chyba najbardziej przypadł mi do gustu z całej paczki. Są to kulki orzechowo- owocowe o smaku słonego karmelu. Już kilka razy widziałam ten produkt w innych sklepach, ale dopiero przy zamówieniu ze sklepu zdroweslodycze.pl zdecydowałam się go spróbować. Teraz żałuje, że czekałam tak długo, bo kulki są przepyszne. W ich składzie znajdziemy nerkowce, rodzynki, mąkę ryżową i oczywiście daktyle oraz sól, dzięki którym wyraźnie czuć smak słonego karmelu. Konsystencja jest dość miękka i plastyczna. Według mnie jest to ciekawa przekąska dla dorosłych jak i dla dzieci. Ten produkt na pewno na stałe zagości w moim jadłospisie. 





Oprócz produktów, które przedstawiałam Wam w tym wpisie na stronie zdroweslodycze.pl znajdziecie o wiele więcej wegańskich batonów, cukierków, ciastek. Dostępne są też słone przekąski tj. chipsy z soczewicy. Sklep posiada też w asortymencie mleka roślinne. Wszystkim serdecznie polecam zapoznać się z ofertą sklepu zdroweslodycze.pl :)


Dynia to jedno z moich ulubionych warzyw sezonowych. Uwielbiam ją za to, że można z niej przygotować zarówno słone jak i słodkie przekąsk...


Dynia to jedno z moich ulubionych warzyw sezonowych. Uwielbiam ją za to, że można z niej przygotować zarówno słone jak i słodkie przekąski. Ostatnio bardzo często gości w mojej kuchni w różnej postaci. Dziś przygotowałam z jej udziałem pyszne, małe kulki, które podbiją podniebienie wszystkich miłośników słodkiego wydania tego warzywa. Oprócz dyni znajdują się tam daktyle, które nadają naturalnej słodyczy oraz mąką kokosowa, która łączy masę w całość. 


Wegańskie trufle z dynią





Składniki na masę do trufli:

1 szkl daktyli
1/2 szkl wody
4 łyżki puree dyniowego

1/4 łyżeczki cynamonu
szczypta soli himalajskiej

Do obtoczenia: starta gorzka czekolada


Przygotowanie:

Namocz daktyle w gorącej wodzie.

Po 15 minutach przełóż daktyle z wodą, w której się moczyły do malaksera i zblenduj na jednolitą masę.

Dodaj dynię, cynamon i sól. Zblenduj.

Dodaj mąkę kokosową i dokładnie wymieszaj.

Masę przełóż do lodówki na godzinę.

Po tym czasie wyciągnij masę z lodówki i formuj z niej kulki.

Po zużyciu całej masy, obtocz kulki w startej czekoladzie i ponownie przełóż do lodówki na 30 minut. 




Smacznego :)



Jestem ogromna fanką wszelkich wegańskich batonów energetycznych i zdrowych przekąsek. Uwielbiam testować nowe smaki, poznawać nowe pr...


Jestem ogromna fanką wszelkich wegańskich batonów energetycznych i zdrowych przekąsek. Uwielbiam testować nowe smaki, poznawać nowe produkty i marki. Ostatnio udało mi się spróbować wszystkich batonów od Oho Natura. Wcześniej znałam tę markę i próbowałam ich dwóch produktów, które bardzo mi zasmakowały, dlatego z chęcią poznałam ich całą ofertę.

Do produktów Oho Natura nie dodaje się cukru ani innych sztucznych substancji słodzących. Zamiast tego zwierają cukry naturalnie występujące w owocach tj. daktyle, figi, morele czy rodzynki. W składzie nie znajdziemy także konserwantów, barwników czy innej „chemii”. Batony są odpowiednie dla wegan oraz osób unikających glutenu.

Oprócz świetnego składu, batony wyróżnia także oprawa graficzna opakowań oraz nazwy samych batonów. Bardzo podoba mi się to, że każde opakowanie ma inny kolor, wzór oraz inną postać i nazwę.

Jeśli jesteście ciekawi batonów od Oho natura zapraszam do przeczytania poniższej recenzji. :)




Baton bakaliowy MAURO

Skład: daktyle, figi, rodzynki, słonecznik, orzechy laskowe, migdały, kakao

Pierwszy jest baton bakaliowy, który miałam przyjemność próbować już jakiś czas temu. Za pierwszym razem bardzo mi zasmakował, podobnie jak teraz. Po otworzeniu MAURO od razu można poczuć zapach daktyli, fig i rodzynek. Po pierwszym kęsie czuć słodycz fig i ich pestki. Bardzo wyczuwalne w smaku są też daktyle. Pod koniec czuć też lekką nutę kakao, słonecznika i orzechów. Smak jest bardzo dobrze zrównoważony. Jeśli chodzi o konsystencje to jest jednocześnie zbita i miękka. Pestki figi i słonecznik w całych kawałkach bardzo fajnie sprawdza się w tym batonie. Ich dodatek sprawia, że konsystencja nie jest jednolita i nudna. Tak jak wspomniałam na początku MAURO bardzo przypadł mi do gustu, dlatego na pewno do niego wrócę :)




Baton bakaliowy MALAIKA

Skład: daktyle, figi, rodzynki, słonecznik, jagody goji, wiórki kokosowe, nasiona chia

MALAIKA to kolejny baton, którego smak poznałam już wcześniej. Podobnie jak MAURO na pierwszym miejsu w składzie zawiera daktyle i figi. To właśnie te składniki odpowiadają za słodycz tego batona. Słodkość równoważy dodatek rodzynek, które dodają lekkiej kwaskowatości. Tak jak w poprzednim batonie wyczuwalne są pestki fig, które razem z nasionami chia chrupią pod zębami. W składzie mamy jeszcze wiórki kokosowe i jagody goji, jednak według mnie są w ogóle nie wyczuwalne w smaku. Baton w konsystencji jest miękki i ciągnący. Przypomina mi trochę ciągutkę. MALAIKA jest bardzo ciekawym batonem, który na pewno będzie świetną przekąską czy sposobem na zaspokojenie małego głoda.


Baton bakaliowo-warzywny ARIA 

Skład: banany*, rodzynki, daktyle, słonecznik, dynia, pomidor, marchew, młody jęczmień.

ARIA od razu mnie zaciekawiła, nie tylko dlatego, że nazywa się tak samo jak moja ulubiona bohaterka z Gry o Tron. Nigdy nie jadałam batonów energetycznych, które miały w składzie warzywa, a zawartość dyni, pomidora, marchewki i jeszcze młodego jęczmienia brzmiała interesująco. Myślałam, że ich dodatek może zdominować smak batona, ale praktycznie nie były wyczuwalne. Jedynie po pierwszym kęsie pojawiła się lekka nuta wytrawności, ale za chwilę została zdominowana przez naturalna słodycz bananowo-daktylową. Mimo tego baton nie był zamulająco-przesłodzony i można w nim było wyczuć lekko kwaskowy posmak. Dzięki temu, że smak bakaliowy jest bardziej wyraźny dostajemy cenne składniki odżywcze z warzyw przy pysznym smaku. Jeśli chodzi o konsystencje to nie jest za miękka, bardziej określiłabym ja jako półtwardą. ARIA jest bardzo ciekawym batonem, na który pewnie się jeszcze nie raz kiedyś skuszę.


Baton bakaliowo-warzywny NIKO

Skład: morele, rodzynki, jabłka, słonecznik, marchew, burak, surowe ziarna kakao*, młody jęczmień

Niko to również baton bakaliowo-warzywny. Na pierwszym miejscu w składzie znajdziemy morele, które są ciekawą alternatywą dla daktyli, które zazwyczaj występują w batonach tego typu. Składnikiem, który jak dla mnie wysuwa się w tym na pierwszy plan jest lekko słodkawy burak. Było on świetnym wyborem, gdyż bardzo dobrze komponują się z pozostałymi składnikami. Dodatkowo nadaje mu piękny kolor. W składzie znajdziemy jeszcze jabłko i rodzynki, które również są bardzo wyczuwalne i nadaje batonowi lekko kwaśnego posmaku równoważąc słodycz. Trochę obawiałam się obecności młodego jęczmienia, ale na szczęście w ogóle go nie wyczułam. Konsystencja batona jest miękka i lekko gumowa. Baton zawiera w składzie chrupiące ziarna kakao i słonecznika, dzięki czemu konsystencja jest bardzo ciekawa. NIKO bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, dlatego na pewno nie raz do niego wrócę.




Baton energetyczny TOTOBI

Skład: figi, morele, rodzynki, słonecznik, guarana, zielona herbata, imbir, olejek cytrynowy

TOTOBI na pierwszym miejscu w składzie ma figi i morele, które wysuwają się na pierwszy plan i nadają słodycz całemu batonowi. Na szczęście słodkość nie jest przesadzona, dzięki temu, że została zrównoważona olejkiem cytrynowym. Ten składnik oprócz nuty kwasowości, dodaje też lekkiego orzeźwienia. Dzięki zawartości guarany i zielonej herbaty w całym batonie jest, aż 91mg naturalnej kofeiny. W batonie można wyczuć minimalny gorzkawy posmak, który może być wynikiem dodania tych składników. Konsystencja, podobnie jak w poprzednich batonach, jest miękka i lekko ciągutkowa. Także w tym batonie pojawiają się pestki fig i słonecznika, które lekko chrupią pod zębami. Jeśli chodzi o moją ocenę, to uważam, że TOTOBI jest ciekawą opcją, gdy potrzebujemy dodatkowego zastrzyku energii, ale nie jest to raczej produkt dla mnie.

Baton białkowy PAKURI

Skład: orzechy ziemne, rodzynki, izolat biała (grochu, ryżu), białko konopne, banany*, daktyle, surowe ziarna kakao*, spirulina.

Teraz przyszła pora na mojego ulubieńca, czyli baton białkowy Pakuri. Po otwarciu opakowania od razu można poczuć piękny zapach prażonych orzeszków ziemnych. To właśnie one są na pierwszym miejscu w składzie. Dość wyczuwalne są także w smaku i konsystencji. Dla mnie jest to wielki plus, gdyż uwielbiam wszystko co jest z orzechami ziemnymi. Dzięki zawartości białka konopnego oraz białka z grochu i ryżu, baton ma w sobie aż 19 % protein. W składzie znajdziemy też rodzynki i banany, które odpowiadają za słodycz. Pozostałe składniki, czyli surowe kakao oraz spirulina według mnie są prawie nie wyczuwalne. Oprócz smaku bardzo przypadła mi do gustu konsystencja tego batona. W porównaniu do reszty batonów jest twardy i suchy, zapewne przez dodatek białka. Na pewno jeszcze nie raz sięgnę po tego batona!



Banany suszone z surowym kakao BAMBUCZI

Skład: banany* 87 %, surowe ziarna kakaowca* 13 %

Na koniec również zostawiłam coś co wyjątkowo mi zasmakowało i na pewno zostanie ze mną na długo, czyli banany suszone z surowym kakao. Nigdy nie próbowałam podobnej przekąski, dlatego byłam bardzo ciekawa jej smaku. Zacznę od składu tego produktu, który bardzo przypadł mi do gustu. Znajdziemy tu tylko dwa składniki, czyli banany i surowe ziarna kakaowca. Oba komponenty pochodzą z upraw ekologicznych, co jest dodatkowym plusem tego produktu. Wcześniej jadłam tylko smażone suszone banany, dlatego kiedy spróbowałam BAMBUCZI byłam bardzo zaskoczona ich smakiem i konsystencją. Oczywiście na plus! Po otworzeniu opakowania od razu czuć piękny zapach banana z lekką nuta kakao. W smaku są przepyszne, bardzo bananowe i słodkie. Słodycz jest zrównoważona ziarnami kakaowca, w którym obtoczone są banany. Jeśli chodzi o konsystencje to jest lekko gumowa, trochę przypominająca żelki. Kakao dodaje chrupkości, dzięki czemu przekąska jest jeszcze bardziej ciekawa. Ten produkt niesamowicie mi zasmakował i na pewno będzie się u mnie często pojawiał. Polecam!



Odkąd dowiedziałam się, że na hali mirowskiej można kupić świeże i co najważniejsze pyszne tofu, to co tydzień przyjeżdżam po minimum trz...


Odkąd dowiedziałam się, że na hali mirowskiej można kupić świeże i co najważniejsze pyszne tofu, to co tydzień przyjeżdżam po minimum trzy kostki do weekendowej tofucznicy i obiadu. Wczoraj własnie wybrałam się na hale mirowską i oto co udało mi się kupić :)


Zazwyczaj wchodzę na hale mirowską głównym wejściem, ale wczoraj nie wiedzieć czemu wybrałam wejście od bazaru.  Dzięki temu odkryłam stoisko z bardzo tanimi słodyczami. Niestety większość z tych rzeczy nie była wegańska, ale udało mi się znaleźć moją ulubioną czekoladę z masłem orzechowym zapakowaną w dwupaku. 


Kolejny wegańskie produkt, który znalazłam na tym stoisku to Golden Oreos. Nigdzie w Warszawie nie widziałam tych ciastek, dlatego od razu je wzięłam. Razem z czekoladami zapłaciłam za nie 7.50 zł. 



Następnie zrobiłam zakupy na stoisku 17, gdzie zaopatrzyłam się w główny powód mojej podróży na hale mirowską, czyli tofu. Kupiłam standardowo trzy kostki. To tofu jest tak dobre, że jedno zazwyczaj jemy z moim chłopakiem samo albo z odrobiną soli, a z pozostałych kostek robię tofucznice. Za trzy sztuki zapłaciłam 10.50 zł. 


Czekając na spakowanie tofu moja uwagę przykuł słoik z napisem "kimchi vegan". Nigdy nie próbowałam tego koreańskiego dania, dlatego od razu zdecydowałam się na jego zakup. Za słoik widoczny a zdjęciu zapłaciłam 14 zł.



Na stoisku pod koniec hali znalazłam pomidory za 3.50 zł za kilogram. Ostatnio cały czas jemy kanapki z pomidorami, dlatego musiałam uzupełnić zapas. Za ilość widoczną na zdjęciu zapłaciłam niecałe 3 zł. 


Na samym końcu bazaru jest stoisku, na którym można kupić bardzo tanio egzotyczne owoce i warzywa. Patrząc na dostępne produkty mój wzrok przyciągnął młody kokos za 5 zł. Wcześniej tylko raz go próbowałam i bardzo mi zasmakował, dlatego od razu go wzięłam.


Kolejną rzeczą,która mnie zainteresowała była pitahaja (smoczy owoc). Wcześniej tylko raz próbowałam jaśniejsza odmianę tego owocu. Muszę przyznać, że spodziewałam sie czegoś lepszego. Pomyślała, że może ta ciemniejsza bardziej mi zasmakuje, dlatego kupiłam połówkę owocu. Zapłaciłam za nią 3.5 zł. 


W tej samej budce kupiłam moje ulubione awokado hass za 2 zł. 


Ostatnim produktem, który kupiłam są banany. Tylko na tym stoisku udało mi się znaleźć takie, które nie były niedojrzałe lub prawie czarne. Dodatkowo miały przystępną cenę, bo za tą ilość zapłaciłam mniej niż 3 zł. 

Dynia to bardzo zdrowe warzywo, które warto wykorzystywać w swojej kuchni. Oprócz walorów zdrowotnych jej  największą zaletą jest wszech...


Dynia to bardzo zdrowe warzywo, które warto wykorzystywać w swojej kuchni. Oprócz walorów zdrowotnych jej największą zaletą jest wszechstronność. Można z niej wyczarować pyszne  dania, jak i desery. U mnie w domu dynia najczęściej  występuje w pysznej i sycącej pikantnej zupie z mlekiem kokosowym. Bardzo lubię też domową kawę Pumpkin Spice Latte, która idealnie rozgrzewa w chłodniejsze dni. W dzisiejszym wpisie postawiłam na dynie w słodkiej odsłonie. Przygotowałam korzenny deser z nasionami chia o smaku dyni, który będzie idealny na jesienne dni :).


Dyniowy deser chia

Składniki:

1/2 szklanki mleka kokosowego z puszki
2 łyżki nasion chia

2 łyżki purée  z dynii
1 łyżka cukru lub innej substancji słodzącej
szczypta soli 
1/4 łyżeczki cynamonu 
szczypta imbiru
szczypta gałki muszkatołowej 

Przygotowanie:

Wymieszaj dokładnie mleko kokosowe z purée z dyni. 

Dodaj cukier, przyprawy i dokładnie wymieszaj. 

Następnie dodaj nasiona chia i ponownie wymieszaj. 

Poczekaj ok. 2-3 h, aż nasiona napęcznieją. 

Po tym czasie możesz dodać bitą śmietanę z mleka kokosowego lub jogurt naturalny i posypać cynamonem. 

Smacznego :)



Lubisz dynie? Jeśli tak to zajrzyj do moich innych przepisów z jej udziałem :)






Zupa krem z dynii 





Pieczona owsianka z dynią









Kotlet schabowy z ziemniakami i mizerią to tradycyjny polski obiad, którego nie może zabraknąć w większości domów. Wiele osób przec...



Kotlet schabowy z ziemniakami i mizerią to tradycyjny polski obiad, którego nie może zabraknąć w większości domów. Wiele osób przechodzących na dietę roślinną może tęsknić za smakami, które towarzyszyły im przez większość życia. Na szczęście wcale nie musimy z nich rezygnować, trzeba jedynie wiedzieć jak można je odtworzyć za pomocą roślinnych składników. W dzisiejszym poście przedstawię kilka sposobów na zweganizowanie kotleta schabowego. Wbrew pozorom możliwości jest sporo i poniżej postaram się przedstawić Wam jak najwięcej z nich. 


Baza

Chcąc przygotować wegański odpowiednik kotleta schabowego musimy mieć jego bazę. Mamy tutaj kilka możliwości. Można użyć składników, które nie wymagają gotowania, specjalnej obróbki czy dodania np. mąki lub bułki tartej. Do takich składników można zaliczyć: tempeh, kotlety sojowe (można je namoczyć w gorącej wodzie), boczniaki, pieczarki portobello oraz tofu. 

Jeśli mamy więcej czasu i chęci możemy użyć ugotowanego selera, przygotować seitan lub zrobić kotlety z ciecierzycy, fasoli, soi lub soczewicy. Wegańskie schabowe można też przygotować z okary pozostałej z robienia mleka sojowego. Jest to świetny sposób na wykorzystanie tego "odpadu".  

Jak widzicie opcji jest sporo, ale nie każda daję takie same rezultaty. Aby uzyskać bardzo podobny smak i konsystencje najlepszy wyborem są kotlety sojowe. Są bardzo smaczne, łatwo dostępne i przede wszystkim łatwo je przygotować. Jedynym ich minusem jest mały rozmiar, ale na szczęście w niektórych sklepach wegańskich lub ze zdrową żywnością znajdziemy ich większe wersje idealnie nadające się do przygotowania schabowego. Moją drugą propozycją jest tempeh. Daję bardzo dobrą konsystencje i w miarę podobny smak, ale ważne jest, aby wybrać odpowiedni rodzaj temehu. W sklepach możemy kupić naturalny, smażony i wędzony. W tym przypadku polecam ten naturalny lub smażony. Dobre rezultaty można otrzymać też robiąc schabowe z seitana, okary, ciecierzycy lub soczewicy. Ogromna zaletą robienia takich kotletów jest możliwość kontrolowania zarówno smaku jak i konsystencji (dodanie odpowiedniej ilości mąki lub np. bułki tartej) w samej bazie. Kolejnymi opcjami są tofu i seler. W tym przypadku konsystencja nie do końca przypomina schabowego, ale są to ciekawe alternatywy. Na koniec zostawiłam boczniaki i pieczarki portobello. W tym przypadku konsystencja bardzo obiega od oryginału. Po obróbce termicznej oba rodzaje grzybów robią się zdecydowanie za miękkie. Mimo tego takie kotlety wychodzą bardzo smaczne, wyglądem i smakiem przypominają schabowe, dlatego zdecydowałam się załączyć je w tym zestawieniu. 

Przyprawy

Niezależnie jaką bazę się wybierze trzeba zwrócić uwagę na przyprawy. Aby jak najbardziej zbliżyć się do oryginału trzeba ją odpowiednio przyprawić. Można użyć sklepowych mieszanek np. do kotletów schabowych lub ew. do kurczaka lub dodać swoje ulubione przyprawy. W wegańskich kotletach schabowych bardzo dobrze sprawdza się papryka, gorczyca czy płatki drożdżowe. 

"Jajko"

W klasycznej wersji kotleta schabowego do opanierowania używa się mąki, jajka i bułki tartej. Oczywiście w przypadku roślinnej wersji jajko nie wchodzi w grę. Tutaj pojawia się pytanie czym je zastąpić. Najprostszą opcją jest użycie mąki (można użyć też bezglutenowej np. z ciecierzycy) zmieszanej z wodą w proporcjach 2:5. Do przygotowanej zawiesiny można dodać sól, pieprz oraz inne przyprawy do smaku. 

Panierka

Jak dla mnie najważniejszym czynnikiem sprawiającym, że wegański kotlet schabowy smakuję jak oryginał jest panierka. Tutaj możemy skorzystać z tych samych opcji jak w tradycyjnym schabowym. Najpopularniejsza jest chyba panierka z bułki tartej, ale dobrze sprawdzają się też płatki kukurydziane (opcja bezglutenowa). Aby trochę urozmaicić smak standardowej panierki, można dodać sezamu, mielonych migdałów czy nawet wiórek kokosowych.

Przygotowanie 

Przygotowanie wege schabowego przebiega podobnie jak w przypadku tego tradycyjnego. Gdy mamy gotową bazę naszego kotleta, obtaczamy ją w mące, następnie w mieszance z mąki, wody i przypraw, potem w bułce tartej. Dzięki temu roślinne schabowe będą smaczne i chrupiące. Później wystarczy usmażyć  kotlety na rozgrzanej patelni na złoty kolor i gotowe :). 




Smacznego :)






Chcecie się dowiedzieć więcej na temat weganizmu i diety roślinnej?  Jeśli tak, to zapraszam do przeczytania recenzji najnowszej książk...



Chcecie się dowiedzieć więcej na temat weganizmu i diety roślinnej? Jeśli tak, to zapraszam do przeczytania recenzji najnowszej książki o tej tematyce. Jej autorką jest Aśka Rzeźnik, czyli osoba stojąca za blogiem MORTYCJA, prowadząca profil Weganizujemy Polskę oraz wydawca magazynu wegańskiego V mag. 

Wygląd i wydanie:


Książka "SMART VEGAN" została wydana w twardej oprawie i liczy ponad 250 stron. Okładka jest bardzo ciekawa i od razu przyciągaj wzrok ze względu na żółtą oprawę. Akcenty w tym kolorze pojawiają się też w samym tekście, co tworzy spójną całość. Książka jest złożona z dwóch części — pierwsza zawiera garść porad, druga natomiast przepisy na wegańskie pyszności. Poradnik jest podzielony na rozdziały i podpunkty, dzięki czemu jest bardzo przejrzysty. Część z przepisami również została podzielona na kategorie tj. przepisy podstawowe, na chleb, obiady itd. Taki zabieg sprawił, że bardzo łatwo odszukać to, co chcę się przygotować. Zdjęcia potraw wyglądają bardzo apetyczne, mają stonowane barwy i nie są przekombinowane. Strony z przepisami są bardzo dobrze przygotowane pod względem graficznym. Każda sekcja jest wyraźnie zaznaczona, dzięki czemu przepis jest bardzo czytelny.





Treść:

W książce Aśki znajdziemy mnóstwo przydatnych informacji dotyczących diety roślinnej i samego weganizmu. Tak jak wcześniej wspomniałam, książka zawiera poradnik, w którym zostały poruszone takie tematy jak: co jeść na diecie wegańskiej, skąd czerpać inspiracje, jak poradzić sobie z komentarzami mięsożerców i wiele wiele innych. W części z przepisami znajdziemy ponad 80 roślinnych potraw, które nie powinny nikomu sprawić żadnych problemów w kuchni. Ogromnym plusem jak dla mnie jest to, że pod każdym daniem znajdziemy poradę np. z zamiennikami produktów użytych w przepisie. Na końcu książki autorka umieściła całotygodniowy wegański jadłospis z uwzględnieniem dań znajdujących się w książce. 
Został on ułożony we współpracy z dietetykiem, dzięki czemu można być pewnym, że zawarte są wszystkie niezbędne składniki odżywcze i minerały.



Dla kogo jest ta książka?

Książka jest idealna dla osób, które niedawno przeszły lub myślą o przejściu na weganizm. Ta pozycja będzie też świetnym pomysłem na prezent np. dla partnera, znajomego czy członka rodziny, który ma sceptyczne podejście do weganizmu lub po prostu chcę się więcej dowiedzieć na ten temat. Książka Aśki jest też idealna dla osób lubiących gotować i ciągle szukających nowych przepisów i doznań smakowych.



Moim zdaniem książka "SMART VEGAN " jest bardzo przydatną pozycją dla wszystkich osób chcących dowiedzieć się więcej na temat weganizmu i diety roślinnej.  Uważam, że jej największą zaletą jest fakt, że nie jest to typowa książka kucharska zawierająca jedynie przepisy. Informacje w poradniku na pewno pomogą wytrwać na diecie roślinnej i ułatwią cały proces przejścia na weganizm. 



We wrześniu pokończyły mi się wszystkie kosmetyki pielęgnacyjne, dlatego przez ten miesiąc uzupełniałam zapasy i kupiłam kilka nowoś...


We wrześniu pokończyły mi się wszystkie kosmetyki pielęgnacyjne, dlatego przez ten miesiąc uzupełniałam zapasy i kupiłam kilka nowości m.in. wegańskie perfumy i szczotkę obrotową do twarzy. W związku z tym przygotowałam dla Was post, który miałam dodać już dawno temu. Pokażę w nim, co udało mi się kupić w ostatnim miesiącu. 




Ponad miesiąc temu wreszcie zaopatrzyłam się w szczotkę do twarzy Rival de Loop. Słyszałam o niej wiele pozytywnych opinii, a że akurat była w przecenie zdecydowałam się na jej zakup.  Od razu zaczęłam ją używać i już po krótkim czasie zauważyłam dużą poprawę w stanie mojej cery. Pojawia mi się o wiele mnie krost i wydaje mi się, że powoli znikają mi przebarwienia. Zapłaciłam za nią 34.99 zł, a normalnie kosztuję 42.99 zł.





Do szczotki chciałam zakupić żel do twarzy z tej samej firmy, ale akurat nie był on dostępny w tym Rossmanie, w którym robiłam zakupy. Zamiast niego wzięłam żel do twarzy Isana z serii young, który był w promocji za 5 zł. Muszę przyznać, że nie był to najlepszy wybór, gdyż ten produkt w ogolę mi się nie sprawdził. Bardzo ściągał skórę i ją wysuszał, do tego w ogóle nie podobał mi się jego zapach.
  



Jakiś tydzień później wreszcie znalazłam żel do twarzy Rival de Loop. Bardzo zaciekawiła mnie w tym kosmetyku technologia micelarna, bo nigdy nie spotkałam się z podobnym żelem do mycia twarzy. 
 Kupiłam go za ok.6 zł i uważam, że jak za taką cenę to naprawdę jest to świetny produkt. Bardzo dobrze czyści twarz pozostawiając ją gładką i odżywioną.



Razem z żelem kupiłam krem do twarzy na dzień z granatem od Alterry. Kupiłam go ze względu na dość naturalny skład i przystępną cenę. Mam wrażenie, że zapycha moją cerę, dlatego raczej nie używam go na co dzień. Plusem na pewno jest fakt, że pozostawia gładką i miłą w dotyku skórę. 





Następnym produktem jest żel pod prysznic Oil & Care. Mam suchą skórę, dlatego lubię produkty myjące, które mają za zadanie ją nawilżać, a ten żel spełnia swoją role. Jak dla mnie największym jego plusem jest delikatny i kremowy zapach, który umila kąpiel. Ma też bardzo przystępna cenę i jest bardzo wydajny.



Kolejnymi produktami są maseczki do twarzy Rival de Loop. Bardzo lubię te produkty, podobnie jak mój chłopak, dlatego zawsze, gdy nam się kończą, kupujemy sporą ilość na zapas. 




Teraz produkt, z którego zakupu jestem najbardziej zadowolona. Jak większość z Was wie bardzo ciężko znaleźć perfumy, które nie są testowane na zwierzętach. Na szczęście na rynku mamy kilka opcji. Jedna z nich są perfumy marki Allvernum dostępne w drogerii Hebe. W ofercie mają 4 zapachy, z których wybrałam IRIS & PATCHOULI. Muszę przyznać, że jak na tak niską cenę (ok.40 zł) to są o bardzo dobre perfumy, które dość dobrze się utrzymują. 




W Hebe zakupiłam też przy okazji promocji 1+1 na markę Nacomi olej kokosowy. Jest to mój must-have jeśli chodzi o pielęgnacje całego ciała i włosów. Kosztował ok. 10 zł i jak na razie bardzo dobrze mi się sprawdza. 



Ostatnim produktem, również z marki Nacomi, jest olej ze słodkich migdałów. Wzięłam go razem z olejem kokosowym w promocji 1+1. Bardzo lubię go używać do ciała i do olejowania włosów. Jedynym minusem tego produktu jest fakt, że nie ma żadnego ograniczenia przepływu i już dwa razy prawie wylałam zawartość. 




A może Wy kupiliście ostatnio coś ciekawego? Jeśli tak, to podzielcie się tym w komentarzu. Chętnie poznam jakieś nowe produkty warte przetestowania. :)