Nowy Rok jest idealną okazją do wprowadzania zmian. Większość z nas wraz z nadejściem 1 stycznia postanawia schudnąć upragnione 5 kg  lub...


Nowy Rok jest idealną okazją do wprowadzania zmian. Większość z nas wraz z nadejściem 1 stycznia postanawia schudnąć upragnione 5 kg  lub po prostu zacząć się zdrowo odżywiać. Niestety jak to często bywa nie mamy czasu, siły i pomysłów na pełnowartościowe posiłki. W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam książkę, która zawiera proste, szybkie i przede wszystkim zdrowe przepisy, dzięki którym można zacząć dobrze się odżywiać lub uzyskać wymarzoną sylwetkę.

Książka „Jadłospisy odżywcze” to wspólny projekt rodzeństwa: Mateusza, czyli autora bloga Salaterka oraz jego siostry Agnieszki, czyli pasjonatki gotowania.


Wygląd i wydanie:


"Jadłospisy odżywcze" to książka małych rozmiarów (jest trochę większa niż format A6), która została wydana na spirali,w miękkiej, ale porządnej okładce ze skrzydełkami. Dzięki zastosowaniu tych wszystkich rozwiązań korzystanie z niej podczas gotowania jest bardzo wygodne i bez problemu można ją trzymać w jednej dłoni. Książka została podzielona na rozdziały według rodzaju posiłku. Każdy rozdział oddzielony jest kolorowymi stronami z podanymi ilościami kalorii dla danej grupy. Według mnie największą zaletą "Jadłospisów odżywczych" jest to, że wszystkie przepisy przedstawione są w formie graficznej, dzięki czemu od razu widać jakie składniki dodać i jak je przygotować.Dodatkowo książka posiada przepiękne zdjęcia kolorowych potraw i składników, które motywują do rozpoczęcia diety.





Treść:


Książka „Jadłospisy odżywcze" to zbiór 70 wegańskich, bezglutenowych i bezcukrowych przepisów, z których można ułożyć pełnowartościowy jadłospis. Bardzo dużym plusem jest fakt, że mamy do dyspozycji wersję dla diety 1500 i 2000 kcal, dzięki czemu możemy wybrać wariant, który bardziej nam odpowiada lub przygotowywać oba dla siebie i partnera. W "Jadłospisach odżywczych" znajdziemy mnóstwo przepisów na śniadania, obiady, kolacje oraz przekąski zarówno słone jak i słodkie. To co wyróżnia tą książkę to fakt, że obok każdego przepisu znajdziemy szczegóły spis składników znajdujących się w danym daniu, dzięki czemu wiemy ile dziennego zapotrzebowania dostarcza potrawa, którą przygotowujemy. Oprócz przepisów znajdziemy także porady od autorów dotyczące dobrych nawyków i suplementacji. 


Dla kogo jest ta książka?

"Jadłospisy odżywcze" to idealna pozycja dla osób, które chcą zacząć zdrowo się odżywiać lub zrzucić zbędne kilogramy przy minimalnym wysiłku. Książkę polecam też osobom, które chcą monitorować kalorie i wartości odżywcze swoich posiłków. Dzięki temu, że wszystkie przepisy zawierają składniki pochodzenia roślinnego, każdy weganin znajdzie tu coś dla siebie. Książka przypadnie też do gustu osobom wykluczającym gluten i cukier ze swojej diety, bo wszystkie potrawy są bezglutenowe i bezcukrowe.   


Podsumowując książka "Jadłospisy odżywcze" jest świetną pozycją, która dostarcza kilkadziesiąt prostych i szybkich przepisów, z których można ułożyć mnóstwo różnorodnych jadłospisów.  Uważam, że jej największą zaletą jest fakt, że oprócz przepisów zawiera jeszcze szczegółową listę składników odżywczych.

Podczas świąt, na stołach w większości domów nie może zabraknąć kultowej sałatki jarzynowej. W moim domu było podobnie z tym, że ja nigdy...


Podczas świąt, na stołach w większości domów nie może zabraknąć kultowej sałatki jarzynowej. W moim domu było podobnie z tym, że ja nigdy nie zaliczyłam się do miłośników tego specjału. Tak naprawdę nie przepadałam za sałatkami z majonezem do momentu, gdy nie spróbowałam sałatki krabowej przygotowanej przez mamę mojej przyjaciółki. Od razu została moim ulubieńcem i od tamtej chwili robiłam ja na każdą specjalną okazję. Po przejściu na weganizm nie zrezygnowałam z przygotowania mojej ulubionej sałatki, dlatego dziś chciałabym podzielić się z Wami przepisem na jej zweganizowaną wersję. 

 Świąteczna sałatka z tofu 


Składniki:

200 g tofu 
1/2 puszki kukurydzy (ok 110 g)
5 średnich ogórków konserwowych (ok 100 g)
1/2 średniej cebuli czerwonej 
3 łyżki majonezu (u mnie sojonez)
sól, pieprz

Przygotowanie:

Tofu, cebulę oraz ogórki konserwowe pokrój w drobną kostkę. 

Przełóż do miski, dodaj kukurydzę oraz majonez. 

Całość dokładnie wymieszaj. Dodaj sól i pieprz do smaku. Ponownie wymieszaj. 




Smacznego :)

Granola jest świetną alternatywa dla tradycyjnych płatków śniadaniowych. Przygotowana w domu, z wartościowych składników będzie idealn...


Granola jest świetną alternatywa dla tradycyjnych płatków śniadaniowych. Przygotowana w domu, z wartościowych składników będzie idealna na zdrowe śniadanie. Dziś przygotowałam dla Was podstawowy przepis na prostą, wegańską granolę na bazie płatków owsianych i niepalonej kaszy gryczanej. Jeśli chcecie urozmaicić granolę można dodać swoje ulubione składniki tj. orzechy, nasiona, kawałki czekolady lub pokrojone suszone owoce. 



Piernikowa granola bez cukru na bazie płatków owsianych i kaszy gryczanej 




Składniki:

2 szkl płatków owsianych (dla uzyskania ciekawszej konsystencji moża wziąć 1,5 szkl zwykłych płatków owsianych i 1/2 szl ekspandowanych)  
1/2 szkl kaszy gryczanej niepalonej Targroch
1 szkl daktyli
1/2 szkl wody
2 łyżeczki przyprawy piernikowej
1 łyżeczka mielonego cynamonu
1 łyżeczka mielonego imbiru
1/2 łyżeczki soli
kilka kropli ekstraktu waniliowego

Przygotowanie:


Daktyle zalej gorącą wodą i pozostaw do namoczenia na ok 15-20 minut. Po tym czasie przelej całość do blendera i zmiksuj.

Płatki owsiane i kasze gryczaną wsyp do dużej miski, dodaj pastę daktylową* oraz resztę składników i dokładnie wymieszaj.
Piecz granolę ok. 40-50 min  w piekarniku nagrzanym do 180 st C mieszając co 10 minut. Granola będzie gotowa, gdy będzie chrupiąca i zarumieniona**. 

*Jak lubisz  bardzo słodką granolę  możesz dodać ksylitol, erytrol lub inną substancje słodzącą. 

** Każdy piekarnik jest inny, dlatego najlepiej obserwować granole,  i dostosować temperaturę i czas pieczenia do swojego sprzętu, aby się nie spaliła.

Do gotowej granoli można dodać ulubione składnikiorzechy, wiórki kokosowe, suszone owoce.

Przechowuj w suchym miejscu.


 Smacznego :)

Już przed nasza erą ludzie znali właściwości lecznicze roślin i z powodzeniem powszechnie praktykowali ziołolecznictwo. W dzisiejszych ...


Już przed nasza erą ludzie znali właściwości lecznicze roślin i z powodzeniem powszechnie praktykowali ziołolecznictwo. W dzisiejszych czasach naturalne metody leczenia praktykowane są przez mniejszość, a większość z nas stawia na sztuczne lekarstwa, opracowane w laboratoriach, które dostępne są na wyciągnięcie ręki. Według mnie warto wrócić do korzeni i dowiedzieć się więcej o cennych właściwościach roślin. Informacje na temat ziołolecznictwa można czerpać z przeróżnych źródeł. Książka Zbigniewa T. Nowaka pt. "Zioła z polskich łąk" jest jednym z nich i dostarcza obszernej wiedzy na temat naturalnych lekarstw rosnących na polskich łąkach, polach czy miedzach.

Zbigniew T. Nowak ma ponad trzydziestoletnie doświadczenie w ziołolecznictwie. Jest autorem 44 książek, ponad 1500 artykułów prasowych i kilkuset audycji radiowych o tej tematyce. Jest tez wykładowcą nauki o zdrowiu m.in na Uniwersytetach Trzeciego Wieku.


Wygląd i wydanie:

Książka "Zioła z polskich łąk" jest średnich rozmiarów i została wydana w twardej, solidnej oprawie. 
Jest bardzo obszerna i zawiera 328 stron. Okładka utrzymana jest w zielonej kolorystyce z kolorowymi akcentami w postaci. wkomponowanej fotografii roślin leczniczych opisywanych w książce. Treść książki jest bardzo czytelna, dzięki podzieleniu treści kolorowymi nagłówkami i podtytułami. Pomiędzy tekstem znajdziemy piękne zdjęcia opisywanych roślin. Według mnie jest to bardzo dużym plusem, gdyż ułatwia to rozpoznanie danego zioła podczas poszukiwania. W środku znajdziemy też sporo ilustracji, które urozmaicają zwykły tekst. 


Treść:

W książce Zbigniewa T. Nowaka znajdziemy informacje na temat kilkunastu roślin leczniczych. Autor przedstawia genezę i pochodzenie każdej rośliny, dzięki czemu można dowiedzieć się o niej kilku ciekawostek. W książce znajdziemy też informacje o właściwościach leczniczych oraz zastosowaniu ziół. Znajdziemy też wskazówki gdzie występują, kiedy najlepiej je zbierać i suszyć. Nie zbrakło także informacji o przeciwwskazaniach do stosowania danej rośliny. Autor wskazuję też, które substancje czynne są odpowiedzialne za dane właściwości ziół. Po opisie danej rośliny znajdziemy przepisy na jej wykorzystanie w zakresie leczniczym, kulinarnym i pielęgnacyjnym. Znajdziemy tu mnóstwo receptur pomagających powrócić do zdrowia m.in. syropy, płukanki, mieszanki ziołowe, krople i wiele innych. Autor zamieścił tez wiele ciekawych przepisów kulinarnych na zupy, surówki, sałatki czy nalewki. Dodatkowo znajdziemy też garść receptur na naturalne kosmetyki tj. płukanki do włosów, maseczki czy kompresy.


Dla kogo jest ta książka?

Książkę "Zioła z polskich łąk" polecam osobom interesującym się tematyką ziołolecznictwa i właściwościami leczniczymi roślin oraz metodami ich zbioru i wykorzystywania. Myślę, że ta książka spodoba się też osobom dbającym o zdrowie i sięgającym po produkty z  naturalnym składem. Książkę rekomenduje też dla osób, które stosują naturalną pielęgnacje. "Zioła z polskich łąk" będą też odpowiednie dla miłośników natury i ekologii. Według mnie każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie. 


Podsumowując książka "Zioła z polskich łąk" jest świetną pozycją, która dostarczy obszernej wiedzy na temat roślin leczniczych, ich właściwości, metod zbioru oraz ich zastosowania.  Zawiera mnóstwo przydatnych przepisów na nalewki, napary, ale też na pyszne dania czy maseczki do włosów. 

Od jakiegoś czasu miałam ochotę na tradycyjne gołąbki. No może nie takie tradycyjne, bo bez mięsa. Zbierałam się do tego dość długo, bo ni...


Od jakiegoś czasu miałam ochotę na tradycyjne gołąbki. No może nie takie tradycyjne, bo bez mięsa. Zbierałam się do tego dość długo, bo nie jestem fanką przygotowywania tego dania. W końcu udało mi się je przyrządzić w wersji wegańskiej. Chciałam, żeby jak najbardziej przypominały te mięsne, dlatego farsz w moich gołąbkach to połączenie zielonej soczewicy i tofu wędzonego z dodatkiem ryżu. 




Wegańskie gołąbki z zieloną soczewicą i wędzonym tofu


Składniki:

1 biała lub włoska kapusta

200 g  suchej soczewicy
100 g suchego ryżu
180 g tofu wędzonego
2 cebule
2-3 łyżki sosu sojowego
3 łyżki oleju + olej do smażenia
1 ząbek czosnku
1 łyżeczka majeranku
1/2 łyżeczki lubczyku
1/2 łyżeczki papryki wędzonej
1/2 łyżeczki cukru
1,5 litra bulionu warzywnego
500g przecieru pomidorowego
1 łyżka mąki
sól, pieprz
Opcjonalnie 2-3 łyżki bułki tartej do farszu

Przygotowanie:

Ryż i soczewicę ugotuj w osobnych garnkach zgodnie z opisem na opakowaniu.

Pokrój cebulę i podsmaż na oleju, aż się skarmelizuje.

Wytnij głąb ze środka kapusty i włóż ją do dużego garnka z wrzątkiem (wyciętą stroną do dołu). Gotuj przez 10 minut na małym ogniu. Po tym czasie przewróć kapustę na drugą stronę i gotuj kolejne 5 minut. Wyjmuj z wody i ostudź.

Ugotowaną soczewice, odcedź z wody, zblenduj razem z trzema łyżkami oleju i przyprawami. Następnie dodaj usmażona cebulę, ugotowany ryż i pokruszone tofu. Całą masę dokładnie wymieszaj.

Gdy kapusta już nie będzie gorąca rozbierz ją z liści i delikatnie odetnij zgrubienie z każdego liścia. Nałóż dużą łyżkę nadzienia na liść od strony łodygi. Zwiń jeden raz tak, aby zakryć farsz. Boki liścia zawiń do środka i zawiń ściśle cały liść do końca. Powtarzaj czynność, aż zużyjesz cały farsz.

Przygotuj duży garnek i wyłóż jego dno liśćmi kapusty. Na wierzchu ułóż przygotowane gołąbki łączeniem do dołu. Całość zalej wcześniej zagotowanym bulionem i gotuj ok 50 minut do momentu, aż kapusta będzie miękka.

Aby przygotować sos pomidorowy przelej wodę, w której gotowały się gołąbki, dodaj przecier pomidorowy oraz mąkę rozmieszaną z odrobiną zimnej wody. Całość gotuj ok. 10 min, dodaj sól i pieprz według uznania.

Smacznego :)


W październiku udało mi się spróbować mnóstwo nowych rzeczy. Jeśli jesteście ciekawi, które zostały moimi ulubieńcami to zapraszam ...


W październiku udało mi się spróbować mnóstwo nowych rzeczy. Jeśli jesteście ciekawi, które zostały moimi ulubieńcami to zapraszam do lektury.

Od zawsze byłam wielką miłośniczką słodyczy. Niestety większość słodkości, nawet tych wegańskich jest niezdrowa i pełna sztucznych skł...



Od zawsze byłam wielką miłośniczką słodyczy. Niestety większość słodkości, nawet tych wegańskich jest niezdrowa i pełna sztucznych składników. Dlatego ciągle szukam zdrowszej alternatywy, aby całkowicie nie rezygnować z moich ulubionych smaków. Na szczęście w dzisiejszych czasach mamy sporo sklepów stacjonarnych i internetowych, w których możemy zaopatrzyć się w zdrowe słodkie przekąski. Jednym z takich miejsc jest strona zdroweslodycze.pl. Znacie ten sklep internetowy? Jeśli nie to koniecznie nadróbcie zaległości, bo w ich ofercie znajdziecie wegańskie pyszności, które mają tzw "dobry skład". W asortymencie sklepu są m.in czekolady, batony, żelki czy ciastka. Dodatkowo, można też zakupić składniki do wyrobu swoich własnych zdrowych słodyczy. Jakiś czas temu otrzymałam od nich paczkę z wegańskimi produktami i w dzisiejszym wpisie podzielę się z Wami moimi wrażeniami. 








Pierwszym produktem, który Wam przedstawię są wegańskie żelki. Byłam wielką miłośniczką typowych żelkowych misiów, dlatego bardzo ucieszyłam się, że będę mogła spróbować ich w wegańskiej wersji. W przeciwieństwie do tradycyjnych żelków, w tych roślinnych nie znajdziecie żelatyny wieprzowej, tylko pektynę owocową. Nie zawierają też sztucznych barwników, za to mają w składzie wyciągi roślinne, które odpowiadają za ich kolor. Jeśli chodzi o smak to uważam że są przepyszne!  Są jednocześnie słodkie i lekko kwaśne, co dla mnie jest wielkim plusem. W porównaniu do tradycyjnych żelków są bardziej miękkie, ale taka konsystencja jak najbardziej mi odpowiada. Plusem jest też fakt, że większość składników tego produktu pochodzi z upraw ekologicznych. Bardzo przypadł mi do gustu ten produkt i na pewno jeszcze nie raz go kupię. :)





Kolejnym produktem są batony energetyczne firmy Dobra Kaloria. Bardzo dobrze znam te przekąski i jadłam już je kilka razy. Największym ich plusem jest to, że pozbawione są sztucznych dodatków, zapychaczy, słodzików czy utwardzanych olejów roślinnych. Są bardzo pyszną i zdrową przekąską idealną na zabicie lekkiego głodu między posiłkamiBatony są dostępne wielu miejscach w bardzo atrakcyjnej cenie. Na stronie zdroweslodycze.pl kosztują jedynie 2.19 zł, dlatego polecam od razu kupić więcej na zapas. 



Następny produkt to belgijskie trufle czekoladowe firmy Belvas. Zazwyczaj przekąski tego typu przygotowuję sama, dlatego byłam niezwykle ciekawa jak będą smakować te sklepowe. Muszę przyznać, że pozytywnie mnie zaskoczyły. Ich konsystencja jest bardzo ciekawa, bo w środku są dość miękkie, a na zewnątrz są obtoczone w chrupiących płatkach gorzkiej czekolady. Jeśli chodzi o smak to bardzo przypadły mi do gustu. Nie są za bardzo słodkie, ze względu na dużą zawartość kakao. Choć zazwyczaj wole słodsze trufle, to taki poziom słodkości pasował mi. Myślę, że takie czekoladki idealnie sprawdzą się na prezent. W przyszłości na pewno jeszcze nie jeden raz je kupie, szczególnie gdy nie będzie mi się chciało robić tych domowych.



Następnym produktem, który wybrałam ze strony zdrowesłodycze.pl był baton o smaku chlebka bananowego marki nakd. Wcześniej próbowałam kilku innych smaków batonów tej marki i zawsze mi smakowały. Uwielbiam wszystko o smaku bananowym, dlatego gdy tylko zobaczyłam tę przekąskę na stronie musiałam ją zamówić. W szczególności, że nie widziałam jej w żadnym innym sklepie. Już po rozpakowaniu opakowania poczułam delikatny i naturalny zapach banana. Po pierwszym kęsie od razu wiedziałam, że ten baton będzie moim ulubieńcem. Jest przepyszny! Banan jest bardzo wyczuwalny, dlatego ten baton będzie idealny dla miłośników tych owoców.




Następny produkt ze strony zdroweslodycze.pl również będzie idealny dla osób lubiących banany. A jeśli jeszcze uwielbiacie czekoladę, to będzie to dla Was przekąska idealna. Banany w czekoladzie 70% od firmy Cocoa są bardzo ciekawym produktem, z którym jeszcze nigdy się nie spotkałam, choć wcześniej znałam produkty tej firmy. Jednym z moich ulubionych jest ich już sławna biała czekolada z solą i pistacjami. W związku z tym byłam niezwykle ciekawa smaku tej przekąski. Suszone banany użyte w tym produkcie są miękkie i słodkie. Gorzka czekolada, którą są oblane idealnie równoważy te słodycz. Takie połączenie bardzo mi przypadło do gustu i na pewno jeszcze nie raz sięgnę po ten produkt.  



Teraz przechodzimy do typowo wegańskiego produktu, czyli czekolady mlecznej na bazie mleka ryżowego. Nigdy nie próbowałam, żadnych produktów tej firmy, dlatego byłam zaciekawiona czy ten produkt przypadanie mi do gustu,  szczególnie, że wcześniej próbowałam wiele roślinnych czekolad firmy Ichoc. W związku z tym miałam wysokie wymagania co do tego produktu. Na szczęście czekolada Vivani jak najbardziej je spełniła. Podobnie jak inne mleczne czekolady rozpływa się w ustach, wyraźnie czuć, że jest to czekolada mleczna.  Niczym nie odbiegała od tradycyjnych czekolad, które kiedyś jadłam. 



Kolejnym produktem są owocowe płatki z suszonych owoców o smaku truskawkowym. Nie wiem jak do końca określić ten produkt, ale jak sama nazwa wskazuje są to malutkie płatki zrobione z suszonego musu owocowego. Jeśli chodzi o smak to bardzo przypadły mi do gustu, bo są naturalnie słodkie, ale tez lekko kwaskowe. Są świetną samodzielną przekąską, ale można tez je dodać do owsianki czy jogurtu. Na pewno ten produkt jest wart spróbowania.




Żelki ośmiorniczki owocowe z truskwaką FRUIT BOWL


Następnym produktem od marki Fruit Bowl są żelki owocowe bez żelatyny. Uważam, że jest to bardzo ciekawy produkt, szczególnie dla dzieci. Żelki  w postaci rurek są złączone ze sobą tworząc coś na kształt batonika. Po rozłączeniu trzymają się z jednej strony przypominając ośmiornice. Jeśli chodzi o smak to wyraźnie czuć truskawkową nutę. Konsystencja jest lekko gumowa i żelkowata. Myślę, że taka przekąska idealnie sprawdzi się zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych. 







Na koniec zostawiłam produkt, który chyba najbardziej przypadł mi do gustu z całej paczki. Są to kulki orzechowo- owocowe o smaku słonego karmelu. Już kilka razy widziałam ten produkt w innych sklepach, ale dopiero przy zamówieniu ze sklepu zdroweslodycze.pl zdecydowałam się go spróbować. Teraz żałuje, że czekałam tak długo, bo kulki są przepyszne. W ich składzie znajdziemy nerkowce, rodzynki, mąkę ryżową i oczywiście daktyle oraz sól, dzięki którym wyraźnie czuć smak słonego karmelu. Konsystencja jest dość miękka i plastyczna. Według mnie jest to ciekawa przekąska dla dorosłych jak i dla dzieci. Ten produkt na pewno na stałe zagości w moim jadłospisie. 





Oprócz produktów, które przedstawiałam Wam w tym wpisie na stronie zdroweslodycze.pl znajdziecie o wiele więcej wegańskich batonów, cukierków, ciastek. Dostępne są też słone przekąski tj. chipsy z soczewicy. Sklep posiada też w asortymencie mleka roślinne. Wszystkim serdecznie polecam zapoznać się z ofertą sklepu zdroweslodycze.pl :)


Dynia to jedno z moich ulubionych warzyw sezonowych. Uwielbiam ją za to, że można z niej przygotować zarówno słone jak i słodkie przekąsk...


Dynia to jedno z moich ulubionych warzyw sezonowych. Uwielbiam ją za to, że można z niej przygotować zarówno słone jak i słodkie przekąski. Ostatnio bardzo często gości w mojej kuchni w różnej postaci. Dziś przygotowałam z jej udziałem pyszne, małe kulki, które podbiją podniebienie wszystkich miłośników słodkiego wydania tego warzywa. Oprócz dyni znajdują się tam daktyle, które nadają naturalnej słodyczy oraz mąką kokosowa, która łączy masę w całość. 


Wegańskie trufle z dynią





Składniki na masę do trufli:

1 szkl daktyli
1/2 szkl wody
4 łyżki puree dyniowego

1/4 łyżeczki cynamonu
szczypta soli himalajskiej

Do obtoczenia: starta gorzka czekolada


Przygotowanie:

Namocz daktyle w gorącej wodzie.

Po 15 minutach przełóż daktyle z wodą, w której się moczyły do malaksera i zblenduj na jednolitą masę.

Dodaj dynię, cynamon i sól. Zblenduj.

Dodaj mąkę kokosową i dokładnie wymieszaj.

Masę przełóż do lodówki na godzinę.

Po tym czasie wyciągnij masę z lodówki i formuj z niej kulki.

Po zużyciu całej masy, obtocz kulki w startej czekoladzie i ponownie przełóż do lodówki na 30 minut. 




Smacznego :)



Jestem ogromna fanką wszelkich wegańskich batonów energetycznych i zdrowych przekąsek. Uwielbiam testować nowe smaki, poznawać nowe pr...


Jestem ogromna fanką wszelkich wegańskich batonów energetycznych i zdrowych przekąsek. Uwielbiam testować nowe smaki, poznawać nowe produkty i marki. Ostatnio udało mi się spróbować wszystkich batonów od Oho Natura. Wcześniej znałam tę markę i próbowałam ich dwóch produktów, które bardzo mi zasmakowały, dlatego z chęcią poznałam ich całą ofertę.

Do produktów Oho Natura nie dodaje się cukru ani innych sztucznych substancji słodzących. Zamiast tego zwierają cukry naturalnie występujące w owocach tj. daktyle, figi, morele czy rodzynki. W składzie nie znajdziemy także konserwantów, barwników czy innej „chemii”. Batony są odpowiednie dla wegan oraz osób unikających glutenu.

Oprócz świetnego składu, batony wyróżnia także oprawa graficzna opakowań oraz nazwy samych batonów. Bardzo podoba mi się to, że każde opakowanie ma inny kolor, wzór oraz inną postać i nazwę.

Jeśli jesteście ciekawi batonów od Oho natura zapraszam do przeczytania poniższej recenzji. :)




Baton bakaliowy MAURO

Skład: daktyle, figi, rodzynki, słonecznik, orzechy laskowe, migdały, kakao

Pierwszy jest baton bakaliowy, który miałam przyjemność próbować już jakiś czas temu. Za pierwszym razem bardzo mi zasmakował, podobnie jak teraz. Po otworzeniu MAURO od razu można poczuć zapach daktyli, fig i rodzynek. Po pierwszym kęsie czuć słodycz fig i ich pestki. Bardzo wyczuwalne w smaku są też daktyle. Pod koniec czuć też lekką nutę kakao, słonecznika i orzechów. Smak jest bardzo dobrze zrównoważony. Jeśli chodzi o konsystencje to jest jednocześnie zbita i miękka. Pestki figi i słonecznik w całych kawałkach bardzo fajnie sprawdza się w tym batonie. Ich dodatek sprawia, że konsystencja nie jest jednolita i nudna. Tak jak wspomniałam na początku MAURO bardzo przypadł mi do gustu, dlatego na pewno do niego wrócę :)




Baton bakaliowy MALAIKA

Skład: daktyle, figi, rodzynki, słonecznik, jagody goji, wiórki kokosowe, nasiona chia

MALAIKA to kolejny baton, którego smak poznałam już wcześniej. Podobnie jak MAURO na pierwszym miejsu w składzie zawiera daktyle i figi. To właśnie te składniki odpowiadają za słodycz tego batona. Słodkość równoważy dodatek rodzynek, które dodają lekkiej kwaskowatości. Tak jak w poprzednim batonie wyczuwalne są pestki fig, które razem z nasionami chia chrupią pod zębami. W składzie mamy jeszcze wiórki kokosowe i jagody goji, jednak według mnie są w ogóle nie wyczuwalne w smaku. Baton w konsystencji jest miękki i ciągnący. Przypomina mi trochę ciągutkę. MALAIKA jest bardzo ciekawym batonem, który na pewno będzie świetną przekąską czy sposobem na zaspokojenie małego głoda.


Baton bakaliowo-warzywny ARIA 

Skład: banany*, rodzynki, daktyle, słonecznik, dynia, pomidor, marchew, młody jęczmień.

ARIA od razu mnie zaciekawiła, nie tylko dlatego, że nazywa się tak samo jak moja ulubiona bohaterka z Gry o Tron. Nigdy nie jadałam batonów energetycznych, które miały w składzie warzywa, a zawartość dyni, pomidora, marchewki i jeszcze młodego jęczmienia brzmiała interesująco. Myślałam, że ich dodatek może zdominować smak batona, ale praktycznie nie były wyczuwalne. Jedynie po pierwszym kęsie pojawiła się lekka nuta wytrawności, ale za chwilę została zdominowana przez naturalna słodycz bananowo-daktylową. Mimo tego baton nie był zamulająco-przesłodzony i można w nim było wyczuć lekko kwaskowy posmak. Dzięki temu, że smak bakaliowy jest bardziej wyraźny dostajemy cenne składniki odżywcze z warzyw przy pysznym smaku. Jeśli chodzi o konsystencje to nie jest za miękka, bardziej określiłabym ja jako półtwardą. ARIA jest bardzo ciekawym batonem, na który pewnie się jeszcze nie raz kiedyś skuszę.


Baton bakaliowo-warzywny NIKO

Skład: morele, rodzynki, jabłka, słonecznik, marchew, burak, surowe ziarna kakao*, młody jęczmień

Niko to również baton bakaliowo-warzywny. Na pierwszym miejscu w składzie znajdziemy morele, które są ciekawą alternatywą dla daktyli, które zazwyczaj występują w batonach tego typu. Składnikiem, który jak dla mnie wysuwa się w tym na pierwszy plan jest lekko słodkawy burak. Było on świetnym wyborem, gdyż bardzo dobrze komponują się z pozostałymi składnikami. Dodatkowo nadaje mu piękny kolor. W składzie znajdziemy jeszcze jabłko i rodzynki, które również są bardzo wyczuwalne i nadaje batonowi lekko kwaśnego posmaku równoważąc słodycz. Trochę obawiałam się obecności młodego jęczmienia, ale na szczęście w ogóle go nie wyczułam. Konsystencja batona jest miękka i lekko gumowa. Baton zawiera w składzie chrupiące ziarna kakao i słonecznika, dzięki czemu konsystencja jest bardzo ciekawa. NIKO bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, dlatego na pewno nie raz do niego wrócę.




Baton energetyczny TOTOBI

Skład: figi, morele, rodzynki, słonecznik, guarana, zielona herbata, imbir, olejek cytrynowy

TOTOBI na pierwszym miejscu w składzie ma figi i morele, które wysuwają się na pierwszy plan i nadają słodycz całemu batonowi. Na szczęście słodkość nie jest przesadzona, dzięki temu, że została zrównoważona olejkiem cytrynowym. Ten składnik oprócz nuty kwasowości, dodaje też lekkiego orzeźwienia. Dzięki zawartości guarany i zielonej herbaty w całym batonie jest, aż 91mg naturalnej kofeiny. W batonie można wyczuć minimalny gorzkawy posmak, który może być wynikiem dodania tych składników. Konsystencja, podobnie jak w poprzednich batonach, jest miękka i lekko ciągutkowa. Także w tym batonie pojawiają się pestki fig i słonecznika, które lekko chrupią pod zębami. Jeśli chodzi o moją ocenę, to uważam, że TOTOBI jest ciekawą opcją, gdy potrzebujemy dodatkowego zastrzyku energii, ale nie jest to raczej produkt dla mnie.

Baton białkowy PAKURI

Skład: orzechy ziemne, rodzynki, izolat biała (grochu, ryżu), białko konopne, banany*, daktyle, surowe ziarna kakao*, spirulina.

Teraz przyszła pora na mojego ulubieńca, czyli baton białkowy Pakuri. Po otwarciu opakowania od razu można poczuć piękny zapach prażonych orzeszków ziemnych. To właśnie one są na pierwszym miejscu w składzie. Dość wyczuwalne są także w smaku i konsystencji. Dla mnie jest to wielki plus, gdyż uwielbiam wszystko co jest z orzechami ziemnymi. Dzięki zawartości białka konopnego oraz białka z grochu i ryżu, baton ma w sobie aż 19 % protein. W składzie znajdziemy też rodzynki i banany, które odpowiadają za słodycz. Pozostałe składniki, czyli surowe kakao oraz spirulina według mnie są prawie nie wyczuwalne. Oprócz smaku bardzo przypadła mi do gustu konsystencja tego batona. W porównaniu do reszty batonów jest twardy i suchy, zapewne przez dodatek białka. Na pewno jeszcze nie raz sięgnę po tego batona!



Banany suszone z surowym kakao BAMBUCZI

Skład: banany* 87 %, surowe ziarna kakaowca* 13 %

Na koniec również zostawiłam coś co wyjątkowo mi zasmakowało i na pewno zostanie ze mną na długo, czyli banany suszone z surowym kakao. Nigdy nie próbowałam podobnej przekąski, dlatego byłam bardzo ciekawa jej smaku. Zacznę od składu tego produktu, który bardzo przypadł mi do gustu. Znajdziemy tu tylko dwa składniki, czyli banany i surowe ziarna kakaowca. Oba komponenty pochodzą z upraw ekologicznych, co jest dodatkowym plusem tego produktu. Wcześniej jadłam tylko smażone suszone banany, dlatego kiedy spróbowałam BAMBUCZI byłam bardzo zaskoczona ich smakiem i konsystencją. Oczywiście na plus! Po otworzeniu opakowania od razu czuć piękny zapach banana z lekką nuta kakao. W smaku są przepyszne, bardzo bananowe i słodkie. Słodycz jest zrównoważona ziarnami kakaowca, w którym obtoczone są banany. Jeśli chodzi o konsystencje to jest lekko gumowa, trochę przypominająca żelki. Kakao dodaje chrupkości, dzięki czemu przekąska jest jeszcze bardziej ciekawa. Ten produkt niesamowicie mi zasmakował i na pewno będzie się u mnie często pojawiał. Polecam!



Odkąd dowiedziałam się, że na hali mirowskiej można kupić świeże i co najważniejsze pyszne tofu, to co tydzień przyjeżdżam po minimum trz...


Odkąd dowiedziałam się, że na hali mirowskiej można kupić świeże i co najważniejsze pyszne tofu, to co tydzień przyjeżdżam po minimum trzy kostki do weekendowej tofucznicy i obiadu. Wczoraj własnie wybrałam się na hale mirowską i oto co udało mi się kupić :)


Zazwyczaj wchodzę na hale mirowską głównym wejściem, ale wczoraj nie wiedzieć czemu wybrałam wejście od bazaru.  Dzięki temu odkryłam stoisko z bardzo tanimi słodyczami. Niestety większość z tych rzeczy nie była wegańska, ale udało mi się znaleźć moją ulubioną czekoladę z masłem orzechowym zapakowaną w dwupaku. 


Kolejny wegańskie produkt, który znalazłam na tym stoisku to Golden Oreos. Nigdzie w Warszawie nie widziałam tych ciastek, dlatego od razu je wzięłam. Razem z czekoladami zapłaciłam za nie 7.50 zł. 



Następnie zrobiłam zakupy na stoisku 17, gdzie zaopatrzyłam się w główny powód mojej podróży na hale mirowską, czyli tofu. Kupiłam standardowo trzy kostki. To tofu jest tak dobre, że jedno zazwyczaj jemy z moim chłopakiem samo albo z odrobiną soli, a z pozostałych kostek robię tofucznice. Za trzy sztuki zapłaciłam 10.50 zł. 


Czekając na spakowanie tofu moja uwagę przykuł słoik z napisem "kimchi vegan". Nigdy nie próbowałam tego koreańskiego dania, dlatego od razu zdecydowałam się na jego zakup. Za słoik widoczny a zdjęciu zapłaciłam 14 zł.



Na stoisku pod koniec hali znalazłam pomidory za 3.50 zł za kilogram. Ostatnio cały czas jemy kanapki z pomidorami, dlatego musiałam uzupełnić zapas. Za ilość widoczną na zdjęciu zapłaciłam niecałe 3 zł. 


Na samym końcu bazaru jest stoisku, na którym można kupić bardzo tanio egzotyczne owoce i warzywa. Patrząc na dostępne produkty mój wzrok przyciągnął młody kokos za 5 zł. Wcześniej tylko raz go próbowałam i bardzo mi zasmakował, dlatego od razu go wzięłam.


Kolejną rzeczą,która mnie zainteresowała była pitahaja (smoczy owoc). Wcześniej tylko raz próbowałam jaśniejsza odmianę tego owocu. Muszę przyznać, że spodziewałam sie czegoś lepszego. Pomyślała, że może ta ciemniejsza bardziej mi zasmakuje, dlatego kupiłam połówkę owocu. Zapłaciłam za nią 3.5 zł. 


W tej samej budce kupiłam moje ulubione awokado hass za 2 zł. 


Ostatnim produktem, który kupiłam są banany. Tylko na tym stoisku udało mi się znaleźć takie, które nie były niedojrzałe lub prawie czarne. Dodatkowo miały przystępną cenę, bo za tą ilość zapłaciłam mniej niż 3 zł.