Dziś mam Wam do zaprezentowania zajebiście nietypową książkę z kuchni wegańskiej, która już przy spojrzeniu na okładkę wywołuje...

THUG KITCHEN Gotowanie bez zbędnego pieprzenia - recenzja





Dziś mam Wam do zaprezentowania zajebiście nietypową książkę z kuchni wegańskiej, która już przy spojrzeniu na okładkę wywołuje konsternację, czyli THUG KITCHEN : Gotowanie bez zbędnego pieprzenia z amerykańskiego przekładu : THUG KITCHEN: EAT LIKE YOU GIVE A FUCK.


Sięgając po THUG KITCHEN miałam obawy związane z charakterystycznym zabiegiem przyciągającym zgłodniałą sensacji publikę, a mianowicie wulgarnym słownictwem. Na szczęście po przebrnięciu przez powierzchowną warstwę taniej sensacji zauważamy, że zabieg ten może szokować lub wzbudzać niechęć, ale na pewno nie pozostawia czytelnika obojętnym. W każdym razie wywołuje emocje, mogące stanowić bazę do zagłębienia się w dalszą lekturę (albo natychmiastowego wyrzucenia jej przez okno). Nie można pominąć faktu, że trudno oddać w pełni tłumaczenia z angielskiego i stąd pewne określenie brzmią dość niezręczne lub są po prostu „drewniane”. 

Książka ta, jak sądzę rozprawia się z wizerunkiem wątłego, chuderlawego i niekiedy odrealnionego weganina. Odczarowuje przeświadczenie, że dieta oparta na roślinach nie może być pełnowartościowa ani wystarczająco sycąca. Pokutuje przeświadczenie, że weganin nie jest człowiekiem z krwi i kości. Dodatkowo niekiedy dieta roślinna nie godzi się z obrazem mężczyzny, który potrzebuje solidnej dawki pożywnego jedzenia bez narażania się na drwiny kolegów. Myślę, że to ciekawy temat do rozważań na temat kulturowych i społecznych barier żywieniowych, chętnie poznam Wasze opinie :). Tymczasem idąc za autorami: ” koniec pieprzenia”, przejdźmy do recenzji kulinarnej!

Od pierwszych stron czytelnik zostaje wchłonięty poprzez ciemną oprawę graficzną i treść zmuszającą do skupienia uwagi. Autorzy przekonują, że zatraciliśmy umiejętność zdrowego i prostego przygotowywania posiłków na rzecz „gotowców”. Mimo, że książka adresowana jest do amerykańskiego społeczeństwa, myślę, że tendencja jest jak najbardziej aktualna również na naszej szerokości geograficznej. Po wypunktowaniu najważniejszych zasad: odmierzaj dokładnie przyprawy i proporcje, odtwarzaj danie lub nie rób go wcale oraz po zapoznaniu się z kuchennym niezbędnikiem przechodzimy do przepisów.



Zaczynamy od śniadań celujących w wiele gustów smakowych. Znajdujemy dania na ciepło z komosą, tofu, tacos, plackami owsianymi, goframi , czy też granolą. Należy wspomnieć, że przepisy te wymagają użycia różnych składników i nie polecałabym ich dla osoby, która po wstaniu chce zjeść pierwszy napotkany obiekt na swojej drodze. 


Tak jak od początku zapewniano posiłki wymagają dokładnego zapoznania się z przepisem oraz starannego przygotowania. Mimo to gwarantuję, że Wasze kubki smakowe docenią włożony wysiłek. 


W dalszej części znajdują się sałatki z użyciem kasz, warzyw. ziemniaków, pieczonych buraków, orzechów i dodających pikanterii i aromatu dressingów. Wiele dań posiada atrakcyjne zdjęcia, które nawet kulinarnego leniucha mogą pobudzić do działania. Dressingi do dań zawierają niekiedy więcej składników niż danie główne, ale końcowy efekt przekonuje, że było warto. Poza tym książka unaocznia, że przyprawy i dodatki mogą być sercem dania, stanowiąc powód, dla którego sięgamy po nie kolejny raz. 



Na dalszych stronach odkrywamy dania z użyciem roślin strączkowych, inspiracji azjatyckimi grzybami, makaronami w otoczeniu warzyw i aromatycznych ziół i przypraw, a także meksykańskie tortille w towarzystwie ostrych papryczek. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, gdzie jednym ograniczeniem może być ilość odnośników w przepisie i wysiłek związany z skompletowaniem składników do dania, zwłaszcza poza sezonem letnim.



Podsumowując zapraszam do lektury i samodzielnego odkrycia przepisów, w których strona po stronie odkrywamy kunszt i znajomość tematu autorów. Aromatyczne, wielowymiarowe i sycące potrawy napełnią Was energią i dobrym humorem. A przynajmniej do następnego posiłku.

0 komentarzy: