Odkąd dowiedziałam się, że na hali mirowskiej można kupić świeże i co najważniejsze pyszne tofu, to co tydzień przyjeżdżam po minimum trz...

HAUL ZAKUPOWY Z HALI MIROWSKIEJ


Odkąd dowiedziałam się, że na hali mirowskiej można kupić świeże i co najważniejsze pyszne tofu, to co tydzień przyjeżdżam po minimum trzy kostki do weekendowej tofucznicy i obiadu. Wczoraj własnie wybrałam się na hale mirowską i oto co udało mi się kupić :)


Zazwyczaj wchodzę na hale mirowską głównym wejściem, ale wczoraj nie wiedzieć czemu wybrałam wejście od bazaru.  Dzięki temu odkryłam stoisko z bardzo tanimi słodyczami. Niestety większość z tych rzeczy nie była wegańska, ale udało mi się znaleźć moją ulubioną czekoladę z masłem orzechowym zapakowaną w dwupaku. 


Kolejny wegańskie produkt, który znalazłam na tym stoisku to Golden Oreos. Nigdzie w Warszawie nie widziałam tych ciastek, dlatego od razu je wzięłam. Razem z czekoladami zapłaciłam za nie 7.50 zł. 



Następnie zrobiłam zakupy na stoisku 17, gdzie zaopatrzyłam się w główny powód mojej podróży na hale mirowską, czyli tofu. Kupiłam standardowo trzy kostki. To tofu jest tak dobre, że jedno zazwyczaj jemy z moim chłopakiem samo albo z odrobiną soli, a z pozostałych kostek robię tofucznice. Za trzy sztuki zapłaciłam 10.50 zł. 


Czekając na spakowanie tofu moja uwagę przykuł słoik z napisem "kimchi vegan". Nigdy nie próbowałam tego koreańskiego dania, dlatego od razu zdecydowałam się na jego zakup. Za słoik widoczny a zdjęciu zapłaciłam 14 zł.



Na stoisku pod koniec hali znalazłam pomidory za 3.50 zł za kilogram. Ostatnio cały czas jemy kanapki z pomidorami, dlatego musiałam uzupełnić zapas. Za ilość widoczną na zdjęciu zapłaciłam niecałe 3 zł. 


Na samym końcu bazaru jest stoisku, na którym można kupić bardzo tanio egzotyczne owoce i warzywa. Patrząc na dostępne produkty mój wzrok przyciągnął młody kokos za 5 zł. Wcześniej tylko raz go próbowałam i bardzo mi zasmakował, dlatego od razu go wzięłam.


Kolejną rzeczą,która mnie zainteresowała była pitahaja (smoczy owoc). Wcześniej tylko raz próbowałam jaśniejsza odmianę tego owocu. Muszę przyznać, że spodziewałam sie czegoś lepszego. Pomyślała, że może ta ciemniejsza bardziej mi zasmakuje, dlatego kupiłam połówkę owocu. Zapłaciłam za nią 3.5 zł. 


W tej samej budce kupiłam moje ulubione awokado hass za 2 zł. 


Ostatnim produktem, który kupiłam są banany. Tylko na tym stoisku udało mi się znaleźć takie, które nie były niedojrzałe lub prawie czarne. Dodatkowo miały przystępną cenę, bo za tą ilość zapłaciłam mniej niż 3 zł. 

0 komentarzy: